Rosja kontra Kazachstan. Rosyjscy politycy są oburzeni

Moskwa, Kreml, Rosja fot. apreklama, pixabay

Po słowach prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa, który stwierdził, że jego kraj nie uzna samozwańczych republik Donieckiej I Ługańskiej, rosyjscy politycy zaczęli na wyścigi wyrażać swoją wściekłość, a nawet groźby reakcji takiej jak na Ukrainie.

Przypomnijmy, że wszystko wydarzyło się podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu. Zaproszony na nią Kasym-Żomart Tokajew w obecności Władimira Putina powiedział, że jego kraj nie uzna dwóch samozwańczych republik, donieckiej i ługańskiej.

Prezydent motywował to tym, że gdyby każdy, kto uważa się za naród, miał własne państwo, to wówczas zamiast 193 państw członkowskich ONZ byłoby ich 500 albo 600, co spowodowałoby ogromny chaos. Dlatego Kazachstan nie uznaje takich krajów jak Tajwan, Kosowo, Osetia Południowa i Abchazja, a ta zasada zostanie też najprawdopodobniej zastosowana do bytów „quasi-państwowych” Ługańska i Doniecka.

Wypowiedź prezydenta Kazachstanu wywołała prawdziwą wściekłość większości rosyjskich polityków, a niektórzy z nich, jak informuje Wirtualna Polska, posunęli się do otwartych gróźb wobec Kazachstanu twierdząc, że może go spotkać to samo co Ukrainę. Taka opinię wyraził rosyjski deputowany Konstantin Zatulin w radiu „Moskiewskie rozmowy” i wprost zagroził Kazachstanowi militarną inwazją.

Zatulin stwierdził, że właściwie tego się można było spodziewać po Tokajewie, bo sojusznicy Rosji są obłudnikami, którzy trzymają z Moskwą tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze i mają z tego korzyści. Ale gdy sprawy zaczynają się toczyć inaczej – odwracają się od Rosji. Zatulin ostrzegł też, że jeśli nie ma przyjaźni, współpracy i partnerstwa, to wszystko jest możliwe. Tak jak w przypadku Ukrainy.