Mieszkańcy Kaliningradu mają problemy z przekraczaniem granicy. Gubernator obiecuje zmiany

Kaliningrad fot. georg11, pixabay

Rosjanie mieszkający w obwodzie kaliningradzkim i samym Kaliningradzie muszą przejechać przez terytorium Polski albo Litwy, żeby dostać się do „dużej Rosji”. Ale w obu tych krajach mają poważne problemy z przekroczeniem granicy.

Obwód kaliningradzki od północnego wschodu graniczy z Polską, a na pozostałym terytorium z Litwą. By więc dostać się do Rosji, zwanej tu „dużą Rosją”, mieszkańcy muszą albo lecieć samolotem, albo z paszportem i wizą przejechać przez obcy kraj. To samo dotyczy tych, którzy chcieliby wyjechać za granicę.

Wojna i pandemia utrudniły podróże

Żadne z tych rozwiązań obecnie nie jest łatwe, jak już informowaliśmy miesiąc temu. Połączeń lotniczych drastycznie ubyło z powodu wojny, a ceny biletów bardzo poszły w górę, bo rosyjskie samoloty muszą okrążać terytoria wszystkich tych krajów, które zamknęły przed nimi przestrzeń powietrzną. Także Litwy i Polski.

Podróż lądowa z kolei wymaga paszportu i wizy, ale i tu jest problem: wprawdzie gubernator obwodu kaliningradzkiego Anton Alichanow ogłosił na Telegramie, że w tym tygodniu granice z oboma tymi krajami zostaną otwarte, jednak wszystko wskazuje na to, że to tylko… kiełbasa wyborcza. Nie ma możliwości turystycznych przejazdów dla obywateli Rosji – przynajmniej przez Polskę.

Jak wyjaśniło Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w odpowiedzi na pytanie Wirtualnej Polski, ze względu na wojnę i braki kadrowe polski konsulat w Kaliningradzie ograniczył wydawanie wiz Rosjanom. Z trzech funkcjonujących przejść granicznych dwa, w Gronowie i Gołdapi, zostały zamknięte z powodu pandemii, trzecie, w Bezledach, jest otwarte, ale ruchu tam prawie nie ma, bo polski konsulat w Kaliningradzie wydaje bardzo niewiele wiz. Przypomnijmy, że Rosjanie wydalili ze swojego kraju część polskich dyplomatów, więc funkcjonujące tam polskie placówki dyplomatyczne cierpią na brak personelu. A to, oczywiście, odbija się też na tempie załatwianych spraw, w tym wydawanych wiz.

Poza tym, jak podkreśla ministerstwo, „działalność urzędów konsularnych skoncentrowana została na obsłudze wizowej tych cudzoziemców, do których zastosowanie mają przepisy dot. szczególnej procedury lub szczególnego traktowania w zakresie dostępu do procedur wizowych, wynikające z regulacji prawnych lub priorytetów polskiej polityki”. Ci cudzoziemcy to Rosjanie będący w związkach małżeńskich z obywatelami Polski, dyplomaci i ich rodziny, cudzoziemcy pracujący w Polsce oraz kierowcy przewożący towary. Osoby podróżujące w celach turystycznych do nich nie należą.

Pozostaje… podróż promem

Nic nie wskazuje na to, by sytuacja uległa poprawie po zakończeniu pandemii, co oficjalnie ma nastąpić 16 maja. Co prawda będą mogły zostać wówczas otwarte pozostałe dwa przejścia graniczne z obwodem kaliningradzkim, ale personelu w konsulacie, a więc i wydawanych wiz, od tego nie przybędzie.

Zdaniem gubernatora Alichanowa Polsce i Litwie nie wolno ograniczać ruchu na granicach, bo wstępując do UE oba kraje zadeklarowały, że mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego zachowają swobodę podróży i przewozu towarów do „dużej Rosji”. Jednak gubernator nie wspomniał, że ograniczenia spowodowała najpierw pandemia, a później wojna na Ukrainie oraz nakaz wyjazdu części personelu z konsulatu, co oczywiście powoduje duże utrudnienia z wydawaniem wiz.

Aktywność gubernatora w tej kwestii jest zrozumiała, ponieważ stara się o reelekcję w nadchodzących wyborach. Jednak wszystko wskazuje na to, że by zapewnić mieszkańcom Kaliningradu łączność z ojczyzną, będzie musiał wrócić do pomysłu uruchomienia promu do Petersburga jako jedynego możliwego bezpośredniego połączenia. Tylko że podróż promem do Rosji trwa 40 godzin, bo to ponad 1000 km. Nie dla wszystkich jest więc to wygodne rozwiązanie.

Podziel się: