Mieszkańcy uwięzieni w Kaliningradzie. Narasta frustracja

Kaliningrad fot. georg11, pixabay

Obwód kaliningradzki, część Rosji, która z nią bezpośrednio nie graniczy, została odcięta od świata. Mieszkańcy przyzwyczajeni do swobodnych wyjazdów za granicę, są sfrustrowani. Dochodzi do chuligańskich wybryków i aktów wandalizmu.

W Rosji podróże za granicę kraju nie są czymś zwyczajnym i większość mieszkańców tego kraju nigdy w życiu nie wyjechała nawet  poza granice swojego obwodu, nie mówiąc już o zagranicy. Ale w przypadku obwodu kaliningradzkiego jest inaczej, ponieważ ta część Rosji nie jest połączona z krajem – jej mieszkańcy muszą albo wsiąść w samolot, albo w samochód i przejechać kilka granic, żeby dostać się do Rosji, bo obwód kaliningradzki graniczy bezpośrednio z Litwą i Polską.

Sankcje dają się we znaki

Jednak teraz obowiązują sankcje gospodarcze wobec Rosji: większość samolotów nie lata, a te, które latają, podniosły ceny za bilety nawet kilkakrotnie, polski konsulat zablokował wydawanie wiz, a Litwa co prawda wydaje, ale tak to utrudnia, że na granicach tworzą się wielokilometrowe kolejki.

Z powodu utrudnień w transporcie podrożała też żywność, która w większości przypadków jest dostarczana drogą lądową. Za kiść winogron kosztującą w Polsce około 10 zł trzeba zapłacić w przeliczeniu na złotówki już 55 zł. Władze Gusiewa pod Kaliningradem posunęły się do tego, że rozdają mieszkańcom ziemię, aby mogli uprawiać ziemniaki i marchew, jak podaje Wirtualna Polska informując też, że wyjątkowo poszukiwanym towarem jest cukier.

Żywność i leki nadal są dostarczane regularnie i od tej strony mieszkańcom nic nie grozi, jednak ich frustracja z powodu zamknięcia narasta, zwłaszcza że mając blisko kraje UE chętnie korzystali z ich atrakcji, jak na przykład wyjazdy na narty do Zakopanego czy dalej do Austrii i Włoch. Teraz nie jest to możliwe.

Frustracja mieszkańców narasta

Nagrania na kanale „Bursztynowy Kaliningrad” roją się od filmów obrazujących frustrację mieszkańców, jak podaje Wirtualna Polska. Na jednym klientka upycha w sklepie do torebki kilka paczek kawy, co ma być dowodem, że kradnie przez drożyznę. Na drugim inna klientka przy kasie zdejmuje majtki i wypina się do kasjerki krzycząc do kamery telefonu „Stop wojnie” i „Piep…ć Rosję”. Miejscowe media informują o wybiciu szyb w samochodzie oznaczonym symbolem „Z”.

Mimo to oficjalne sondaże nadal pokazują, że politykę Władimira Putina, a więc i wojnę w Kaliningradzie, popiera 79 proc. mieszkańców obwodu, choć oni sami nie wierzą tym danym uważając, że rzeczywiste notowania Putina są znacznie gorsze. Ale lokalni politycy oskarżają Europę o rusofobię – mówili o tym protestując przed drzwiami polskiego konsulatu po wstrzymaniu wydawania wiz.

Będzie prom?

Rosjanie mogą oczywiście odpoczywać na swoim wybrzeżu Bałtyku, mogą także tą drogą dostać się do Rosji. Tylko że wiele pensjonatów i hoteli na wybrzeżu nie zostało ukończonych, bo ceny materiałów budowlanych też poszły bardzo w górę, a podróż promem do Rosji trwa 40 godzin, bo to odległość wynosząca ponad 1000 km, co nie jest komfortowym rozwiązaniem. Jednak i tak gubernator obwodu kaliningradzkiego, Anton Alichanow zwrócił się do rosyjskiego wicepremiera Dmitrija Czernyszenkę z apelem o organizację linii promowej łączącej Bałtijsk z Sankt Petersburgiem. Jak poinformował na Telegramie, jeden prom już wkrótce rozpocznie regularne rejsy na tej trasie.

Kaliningradczycy dowcipkują, że podróże morskie to też forma rekreacji i wypoczynku, ale Aleksander Gruszko, wiceminister spraw zagranicznych Rosji, stwierdził, że zdrowy rozsądek nie powinien pozwolić Europie na takie rozgrywanie położenia Kaliningradu, bo jest to igranie z ogniem.

Podziel się: