Złe wieści dla Polaków. Nowe dane o inflacji

pieniądze fot. jarmoluk, pixabay

13,9 proc. – tyle wyniosła inflacja w maju według danych Głównego Urzędu Statystycznego. Tym wynikiem potwierdziły się prognozy największych ekonomicznych pesymistów. To największy wzrost od od lutego 1998 roku – i dopiero początek podwyżek.

Jak informuje money.pl. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w maju o 13,9 proc. proc. w odniesieniu do analogicznego okresu z roku ubiegłego. Niestety, to także bardzo duży wzrost w stosunku do kwietnia tego roku – wtedy inflacja wyniosła 12,4 proc. Niestety, jak twierdzą ekonomiści – najgorsze, jeśli chodzi o podwyżki, nadejdzie dopiero w sierpniu lub wrześniu.

Według Kamila Łuczkowskiego, analityka Pekao, szczyt wzrostu cen może wynieść od 15,5 do 16 proc. i przypadnie na sierpień oraz wrzesień tego roku. Specjalista zwrócił uwagę, że ceny rosną, choć tempo wzrostu w maju nieco spadło w porównaniu do kwietnia, w górę poszły też ceny paliw. Inflacja bazowa wyniosła 8,2 proc., bez uwzględniania cen paliw, energii i żywności, ale jak na razie nie widać żadnych sygnałów, żeby miała zwolnić. Sytuację pogarsza mocno nakręcona spirala płacowo-cenowa. Na szczęście sytuacja polskich firm nie jest zła, zawdzięcza to wysokim marżom, więc gospodarka rośnie, choć przedsiębiorcy wrzucają rosnące koszty produkcji w ceny towarów.

Z kolei zdaniem Marty Petki-Zagajewskiej z PKO BP inflację podbił wzrost cen żywności – w maju aż o około 0,7 pkt. proc. Przyczyniły się do niego też ceny paliw, choć w mniejszym stopniu. Inflacja bazowa według niej wzrosła w maju do 8,1 proc. rok do roku. Ona także jest zdania, że dzięki silnemu popytowi rosnące koszty produkcji są przenoszone na ceny towarów i usług. Zdaniem ekspertki inflacja zacznie hamować w drugiej połowie roku, spadnie także popyt.

Jak ta sytuacja przełoży się na podwyżki stóp procentowych? Dowiemy się 8 czerwca na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej.