Wojna na Ukrainie. Zaczyna się wybielanie Rosji

wyposażenie rosyjskich żołnierzy fot. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy

Zmęczenie wojna i pomocą Ukrainie daje się coraz bardziej we znaki – i coraz częściej też pojawiają się głosy, że Rosjanie również cierpią z powodu wojny rozpętanej przez ich prezydenta. Takie myślenie jest bardzo niebezpieczne!

Michał Marek, autor monografii „Operacja Ukraina” i ekspert w dziedzinie dezinformacji, w rozmowie z Wirtualną Polską zauważył, że w ostatnim czasie coraz częściej można się natknąć na opinie, wpisy czy artykuły, które mają podprogowo wybielić Rosję. Takie opinie oddzielają tak zwanych zwykłych Rosjan, kulturę i sztukę tego kraju od jego ekspansywnej polityki, a zwłaszcza od wojny, która jest efektem dążeń Putina i elit politycznych, a z obywatelami tego kraju nie ma nic wspólnego. Oni tylko cierpią z tego powodu.

Takie myślenie i takie opinie, choć czasami wynikające wyłącznie z empatii, są jednak elementem polityki wybielania Rosji i budzenia współczucia wobec „zwykłych Rosjan”. To działanie celowe i często wykorzystujące najlepsze intencje nieświadomych odbiorców. Ma ono doprowadzić do zmniejszenia poparcia dla kolejnych pakietów sankcyjnych, uderzających właśnie w mieszkańców. Taka polityka będzie coraz bardziej dostrzegalna, im dłużej będzie trwała wojna i Polacy będą nią zmęczeni, a więc bardziej podatni na takie działania. Pierwsze elementy doskonale widać już teraz, jak twierdzi Michał Marek.

Co prawda w polskim społeczeństwie świadomość zagrożenia, jakie stanowi Rosja i jej obywatele, jest duże. Większość Polaków z dużym sceptycyzmem będzie podchodziła do tezy, że to prezydent jest zły, a sami Rosjanie dobrzy. Jednak gdy wojna będzie trwała coraz dłużej, a także i Polaków zaczną dotykać poważne niedogodności związane z wojną i trudną sytuacją gospodarczą, to konieczność długotrwałego poświęcania naszego komfortu może zmienić nastawienie wielu osób. I to zmęczenie już zaczynają wykorzystywać osoby lobbujące na rzecz Rosji z różnych powodów.

Michał Marek zwraca uwagę, że zaczynają się prowokowane przez Kreml dyskusje o tym, jak trudna jest sytuacja narodu rosyjskiego, przypominanie, jaką ma bogatą kulturę i sztukę, by Zachód współczuł obywatelom Rosji, którzy są w tak trudnej sytuacji przez polityków. Wtedy będzie im trudniej nakładać kolejne sankcje…

Ale trzeba pamiętać o tym, że rosyjska sztuka, literatura, muzyka czy film zawsze były wykorzystywane w propagandzie i to nie tylko kiedyś, ale także i teraz. W 2014 roku, gdy Rosjanie zajęli Krym, rozpoczęły się tam festiwale, konkursy historyczne, wymiany uczniów, koncerty, nie mówiąc o programach radiowych i telewizyjnych – wszystkie miały na celu wpojenie mieszkańcom, że Krym był i jest rosyjski.

Marek zwraca też uwagę, że na froncie na Ukrainie nie walczy Putin i politycy, ale właśnie ci zwykli Rosjanie. I to oni napadli na Ukrainę, a teraz zabijają jej obywateli. Problemem więc nie jest prezydent Rosji czy jej politycy w ogóle, ale cały naród, który się godzi na taka politykę. Mało tego: on ją popiera. I w imię propagandowych haseł walki z nazizmem i militaryzacją Ukrainy napada sąsiedni kraj, zabija, gwałci, rabuje – i uważa, że wszystko jest w porządku.

Dlatego jeśli ktoś wierzy, że odejście czy śmierć Putina zmieni tu cokolwiek – to jest naiwny, twierdzi ekspert. Bo problemem nie jest Putin, ale cały naród, który jest bardzo odległy od standardów demokracji, a perspektywa zmian pozwalających na ich zrozumienie, nie mówiąc o zastosowaniu, wydaje się bardzo odległa. Sankcje obejmujące cały naród są więc niezbędne, bo tylko w ten sposób Rosjanie odczują konsekwencje swojego postępowania i może to ich – przynajmniej w części – skłonić do refleksji.

Niezwykle istotna jest z tej perspektywy także dalsza pomoc dla Ukrainy, przede wszystkim militarna. To da czas na odczucie skutków sankcji przez Rosjan, a dodatkowo im więcej zabitych rosyjskich żołnierzy, tym większa szansa na niezadowolenie społeczne w Rosji.