Wojna na Ukrainie. Rosjanie mieli zniszczyć polskie czołgi. A one stoją nietknięte

czołg, wojna na Ukrainie fot. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy

Według rosyjskiej propagandy pociski wystrzeliwane z okolic Morza Kaspijskiego sieją spustoszenie wśród ukraińskiego sprzętu. Ostatnio miały zniszczyć czołgi, które Ukraina otrzymała od Polski. Ale czołgi są całe i nienaruszone, jak zapewniają Ukraińcy.

Polska dostarczyła Ukrainie 250 czołgów T-72M1 i T-72M1R, jak przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”. 6 czerwca rosyjskie ministerstwo obrony podało informację powtórzoną przez rosyjskie agencje, że wszystkie czołgi zostały zbombardowane przez pociski manewrujące wystrzelone znad Morza Kaspijskiego 5 i 6 czerwca, podczas ataku na Beskidzki Tunel Kolejowy.

Tylko że to nieprawda. Ukraińcy twierdzą, że żaden z czołgów dostarczonych przez Polskę nie został zniszczony, wszystkie są już na liniach frontu pod Odessą i Charkowem.

To nie pierwsza nieprawdziwa informacja na temat rakiet dalekiego zasięgu i ostrzałów znad Morza Kaspijskiego podana przez Rosjan. Rosja co prawda nasiliła ostrzał z tego rejonu – tego się spodziewali analitycy po podaniu informacji o przekazaniu Ukrainie amerykańskich systemów artyleryjskich HIMARS i brytyjskich M270 MLRS. Jednak możliwości wywiadowcze Rosji są niewielkie, więc szansa na rzeczywiste trafienie w przesyłany sprzęt jest bardzo mało prawdopodobna.

Analizy wywiadowcze Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii od kilkunastu tygodni podkreślają, że Rosja będzie próbowała przerwać ostrzałami łańcuch dostaw broni od zachodnich sojuszników. Ale ani nie znają szlaków dostaw, ani lokalizacji magazynów, a przy ich poziomie wywiadu raczej się tego nie dowiedzą na tyle szybko, by w nie uderzyć.

I zapewne dlatego brak rzeczywistych możliwości nadrabiają propagandą twierdząc, że zniszczyli coś, o czym nawet nie wiedzą, gdzie się znajduje. Jak przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”, podobna wpadkę zaliczyła propaganda w kwietniu, kiedy to rzekomo Rosjanie mieli zniszczyć słowackie systemy przeciwlotnicze. Systemom, oczywiście, nic się nie stało i działają do dziś. Ukraińskie media regularnie demaskują rosyjskie fake newsy, publikują także zdjęcia rzekomo zniszczonego sprzętu i zapraszają dziennikarzy, by sami wybrali się to zobaczyć.

Rosjanie najwyraźniej zapominają, że to nie są już lata 50. ubiegłego wieku, kiedy propaganda mogła podać wszystko, a ludzie uwierzyli, bo były to czasy żelaznej kurtyny, braku dostępu do alternatywy – no i przede wszystkim nie było wówczas internetu i mediów społecznościowych, które takie machinacje bezlitośnie obnażają i niszczą w kilka minut sprawiając, że nikt w rosyjskie przekazy nie wierzy, bo stoją one w sprzeczności z oczywistymi faktami.

Jednak zdaniem analityków takie komunikaty to ma być przede wszystkim informacja dla Władimira Putina, a nie odzwierciedlenie rzeczywistej sytuacji. To on ma myśleć, jak skuteczne i wspaniałe jest rosyjskie wojsko. A ponieważ nie korzysta z mediów społecznościowych ani w ogóle innych mediów niż reżimowe – przekaz zapewne osiągnie cel. A że nie jest prawdziwy – dla Rosjan prawda nie ma większego znaczenia, liczy się propaganda.