Wojna na Ukrainie. Przerażające wyposażenie rosyjskich żołnierzy

rosyjskie wyposażenie fot. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy

„Widziałem to, kiedy studiowałem w Donieckim Instytucie Spraw Wewnętrznych. W muzeum” – Andrij Nebytow, komendant policji obwodu kijowskiego, na swoim wideoblogu pokazuje sprzęt rosyjskich zołnierzy.

Generał Nebytow pokazał „Ukraińskiej Prawdzie” to, co rosyjscy żołnierze zabierają ze sobą na Ukrainę jako wyposażenie wojskowe, a co udało się znaleźć mieszkańcom Kijowa. „Poszli zdobywać Kijów z klejem i ołówkami” – mówi, pokazując teczkę z taką zawartością. „Legendarna rzecz” – mówi. – „Widziałem to, kiedy studiowałem w Donieckim Instytucie Spraw Wewnętrznych. W muzeum”.

Najpierw myślał, że teczka trafiła tu przez przypadek, a może ktoś zabrał właśnie z muzeum. Ale jak się okazało – to standardowe wyposażenie.
„Jest nawet opis zawartości” – pokazuje Nebytow. – „Te kolorowe kredki są bardzo potrzebne dowódcy. Nie wymyśliłem tego. Tu wszystko jest napisane: „Inwentarz mienia znajdującego się w torbie dowódcy”.

W teczce jest też kompas – „żeby wiedzieli, którędy od nas uciekać”, komentuje Nebytow – cyrkiel, a nawet krzywomierz, stare urządzenie do mierzenia odległości linii krzywych na mapie.
„To epoka kamienia łupanego!” – podsumowuje generał. – „Wygląda na to, że Google nie dotarł do tych ludzi. Sądząc po wyposażeniu tego desantu pod Kijowem, trochę rozminęli się z naszym czasem i przestrzenią”. Nebytow dodał, że przy takich znaleziskach nie musi produkować fejków na swoim wideoblogu. Wystarczy, że będzie pokazywał prawdę…

Niedaleko teczki znaleziono naszywkę mundurową Duchowszczyńsko-Chingańskiego Pułku Strzelców Zmotoryzowanych – ten pułk stacjonuje w Ussuryjsku, położonym 112 kilometrów od Władywostoku nad Oceanem Spokojnym i prawie 10 tys. kilometrów od Kijowa. Czy to tym należy tłumaczyć przedpotopowe i ubogie wyposażenie?

Zdaniem Niebytowa problem jednak leży gdzie indziej. Rosjanie już mają wdrukowane w mózgi, że z importowanych gadżetów się nie korzysta, ale trzeba wymyślać swoje nie patrząc na to, że możliwości i nawyki nie te. I w efekcie mamy takie „produkty technologiczne”. Tym się różnią Ukraińcy: oni korzystają ze zdobyczy współczesnej techniki i nie przeszkadza im, że nie wymyślili jej sami, a taki Elon Musk.
„Nie próbujemy wynaleźć roweru” – podsumowuje Nebytow.

Rosjanie, jak się okazuje, dostają na wojnę także gazetę „Krasnaja Zwiezda”. To dziennik Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, który wygląda dokładnie jak w czasach ZSRR. Żołnierz otwiera, czyta – i wie, za co umiera… Nebytow przeczytał cytat z Putina: „Będziemy walczyć o prawo do pozostawania Rosją”. „A kto im broni?” – pyta retorycznie.

Rosjanie nie mogli też zrozumieć, dlaczego w domach na Ukrainie są puste pudełka po telefonach komórkowych, bo sami nie korzystają z nowoczesnej technologii.
„Ludzie wymyślili smartfony, iPhone’y, ale Rosjanie biorą ze sobą na wojnę TA-57, aparat telefoniczny z roku 1957!” – mówi Nebytow. – „Znaleźliśmy go w Czarnobylu. Z początku myślałem, że weszli do naszego muzeum. Ale kiedy go otworzyłem, to znalazłem w środku współczesną baterię”…

I to nie jest odosobniony przypadek. Z dokumentacji wynika, że oddziały łączności, które musiały się porozumiewać z innymi oddziałami, brały po 30 takich aparatów. Dlaczego Rosjanie mają tak dużo tych „starożytnych gadżetów”? Nebytow jest zdania, że wytłumaczenie może być żenująco proste: jakiś Rogozin poszedł do Putina z tą potężną krótkofalówką i wmówił mu, że to najnowocześniejsza technika.

„Czysto rosyjska historia: skradziona, spisana, z zawiązanymi oczami” – podsumował generał policji. – „Zwykła rosyjska korupcja, która pomogła zniszczyć ich armię. Ukraina musi od tego odejść jak najdalej i jak najszybciej zapomnieć te sowieckie wzorce. Bo korupcja na wojnie kosztuje prawdziwe życie”.

Podziel się: