Wmawiał sąsiadom, że żona wyjechała. Prawda wyszła na jaw po 11 latach!

Ta niewiarygodna historia wydarzyła się w Bielsku Podlaskim. Mężczyzna zabił swoją żonę, po czym powiedział rodzinie i znajomym, że wyjechała za granicę. Jednak straszna prawda wyszła na jaw.

54-letni obecnie Arkadiusz A. i jego żona Krystyna mieszkali w ładnym domu, mieli dwójkę dzieci: córkę i syna. On był kierowcą tira, jeździł na długich trasach, ona pracowała jako ekspedientka w sklepie. Dzieci już dorastały, nie potrzebowały opieki, więc małżonkowie korzystali z okazji do spotkań towarzyskich i imprez.

Wydawałoby się, że niczego im do szczęścia nie brakuje – gdyby nie zazdrość Arkadiusza. Po powrocie z trasy urządzał żonie awantury o rzekomych kochanków, a kochankiem był każdy inny mężczyzna, który pojawił się w jej pobliżu. Według krewnych po awanturach pojawiły się rękoczyny, a później alkohol. Zestresowana Krystyna w ten sposób odreagowywała problemy małżeńskie, których było coraz więcej.

Pewnie dnia w lutym 2011 roku Krystyna zasiedziała się u znajomych i gdy wracała do domu, już było bardzo zimno. Bojąc się, że zmarznie, pożyczyła od koleżanki kurtkę, obiecując oddać ją następnego dnia po pracy. Ale koleżanka już nie zobaczyła ani kurtki, ani Krystyny. Pytała o nią męża, ale on odpowiedział jej tak samo jak krewnym i innym znajomym: wyjechała z jakimś mężczyzną, zostawiła rodzinę, nie ma z nią kontaktu. To samo mówiły dzieci.

Z czasem Arkadiusz rozwiódł się z Krystyną – musiał zawnioskować o rozwód bez jej udziału, bo przecież nie odbierała wezwań, a pracę w sklepie przejęła córka Krystyny i Arkadiusza. Gdy wychodziła za mąż, sąsiedzi pytali, czy matka przyjedzie na ślub. Ale wtedy córka odpowiadała, że rozmawiała z matką o tym przez telefon, ale ona nie przyjęła zaproszenia.

Jednak krewnym i przyjaciołom Krystyny z każdym rokiem coraz trudniej było uwierzyć w tę wersję – że kobieta, która kochała dzieci i była przywiązana do krewnych wyjechała z dnia na dzień bez słowa pożegnania, nigdy do nikogo się nie odezwała, a mąż i dzieci nie chcą dać do niej żadnego kontaktu. W 2016 roku powiadomili o sprawie policję, bo uważali, że Krystynie mogło się coś stać. Ale policjanci przekopali całą posesję Arkadiusza i niczego nie znaleźli, a bez ciała trudno kogoś oskarżyć o zabójstwo.

Jednak przeciwko zabójcy wystąpiła sama natura. W 2018 roku szkielet Krystyny zawinięty w dywan odkopano przypadkiem w lesie niedaleko Malesz, wsi, z której pochodził Arkadiusz. Sekcja zwłok potwierdziła, że to ona i że zginęła od kilku ciosów ostrym narzędziem w okolice serca.

Arkadiusz tym razem stanął przed sądem oskarżony o zabójstwo z premedytacją. Mężczyzna kilkakrotnie zmieniał zeznania: najpierw twierdził, że jest niewinny, później, że była to zbrodnia w afekcie, a jeszcze później, że to był wypadek. Krystyna miała spaść ze schodów i przypadkiem nadziać się na nóż. On tylko zawinął ciało w dywan i zakopał w lesie, bo bał się, że posądzą go o zabójstwo. Jeszcze później twierdził, że to żona go napadła z nożem, a on się tylko bronił i przypadkiem nóż trafił w jej bok.

Jednak śledczy nie dali wiary opowieściom o przypadku. Sekcja wykazała, że ciosów nożem było kilka, a nie jeden. A kilka ciosów w okolice serca trudno uznać za przypadek.

Arkadiusz bronił się mówiąc o zdradach żony i nadużywaniu przez nią alkoholu, co potwierdziły dzieci. Jednak znajomi i sąsiedzi zwracali uwagę na fakt, że dorosła córka była skłócona z matką, bo były o siebie zazdrosne.

Arkadiusz został skazany na 15 lat więzienia. Odwołał się, ale sąd drugiej instancji utrzymał wyrok.

Źródło: Fakt
Podziel się: