Unia Europejska szuka gazu. Czy będzie go dostawać z Afryki?

gazociąg fot. pixabay

Rezygnacja z dostaw rosyjskiego gazu sprawia, że Unia Europejska szuka innych źródeł błękitnego paliwa. Obiecującym kierunkiem jest Afryka, choć rosyjscy dyplomaci robią, co mogą, by nie dopuścić do podpisania umów.

Według wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego, jak podaje money.pl, nawet 155 mld metrów sześc. gazu rocznie mogłyby dostarczać kraje afrykańskie do Europy, co stanowi około 38 proc. obecnych dostaw z Rosji. Dotąd z Afryki pochodziło 18,7 proc. gazu importowanego przez UE. Dlatego większość krajów europejskich: Niemcy, Hiszpania, Włochy i Polska stara się pozyskać partnerów w Afryce.

Ekonomiczna kontrofensywa Rosji

Z powodów oczywistych nie podoba się to Rosji, która prowadzi swoją ekonomiczną kontrofensywę w Afryce, przeszkadzając jak może w zawieraniu kontraktów, wyjaśnia w rozmowie z money.pl Grzegorz Kuczyński z Warsaw Institute. Nie tylko europejscy politycy gremialnie odwiedzają afrykańskie kraje – także Władimir Putin spotkał się z prezydentem Senegalu, który jest także przewodniczącym Unii Afrykańskiej. Spotkanie było owocne, a rosyjska propaganda skuteczna: senegalski przywódca zaapelował do krajów Europy Zachodniej o sankcji na rosyjską pszenicę i nawozy. A przecież akurat na to sankcji nie nałożono…

Rosja nie tylko przekonuje afrykańskich przywódców – przekazuje tam także naprawdę duże pieniądze – jest na przykład gotowa przystąpić do kosztownej budowy gazociągów, które połączą tamtejsze kraje, ale pozwolą też na przesyłanie gazu do południowej Europy. To może się okazać niebezpieczne dla Europy, jeśli Rosja zacznie dyktować warunki także i na tamtym rynku. Gaz z Afryki pełni bardzo ważną rolę w zmniejszeniu zależności Europy od gazu z Rosji.

Trwa budowa nowych gazociągów i rozbudowa już istniejących głównie z Algierii, rozbudowywane są gazoporty, by już tego lata Europa mogła sprowadzać gaz z Afryki, nie tylko z Algierii, ale także z Egiptu, Angoli, Nigerii, Republiki Konga czy właśnie Senegalu. O imporcie gazu z Egiptu rozmawiał podczas swojej wizyty w Kairze prezydent Andrzej Duda – Egipt jest obecnie drugim w Afryce po Algierii producentem gazu ziemnego. Umowy z Algierią, Angolą, Republika Konga i Egiptem podpisują także Hiszpanie i Włosi. Francja z kolei podpisała umowę z Nigerią.

Afryka produkuje obecnie około 235 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie, jak podają dane OPEC, a do 2040 roku ma podwoić produkcję do 470 mld m sześc. gazu rocznie. To oznacza, że może zastąpić Rosję jako dostawca gazu ziemnego na zachodnie rynki – i dlatego Rosja stara się temu aktywnie przeciwdziałać. A jest to o tyle ułatwione, że demokracja w Afryce nie ma długiej tradycji i to raczej rozwiązania stosowane przez Rosję spotykają się tu ze zrozumieniem. Wiele krajów afrykańskich nie poparło sankcji nałożonych z powodu wojny na Ukrainie.

Afryka popiera Rosję?

Jak poinformowało BBC, kraje takie jak Senegal, Algieria, Angola, Etiopia czy RPA wstrzymały się od głosu podczas uchwalania rezolucji ONZ potępiającej rosyjską agresję na Ukrainę. Erytrea natomiast opowiedziała się przeciwko rezolucji – ale nie powinno to dziwić w sytuacji, gdy Rosja zapowiedziała budowę portu i bazy wojskowej w tym kraju. Według doniesień agencyjnych podobne umowy Rosja zawarła z aż 21 afrykańskimi krajami, i to po aneksji Krymu. Rosjanie chcą także wybudować gazociąg łączący kraje Afryki z Europą, jednak wszystko wskazuje na to, że do tego nie dojdzie, bo nikt sobie nie życzy w Afryce afery na miarę Nord Stream 2.

Jednak zdaniem Grzegorza Kuczyńskiego aktywność Rosji w Afryce będzie rosła, w miarę jak będą rosły starania krajów Europy o podpisywanie umów na dostawy gazu. I wykorzysta wszystkie formalne i nieformalne możliwości, by Europie to jak najbardziej utrudnić.