Świetne zmiany nowego selekcjonera. Polska remisuje z Węgrami

Damian Kosciesza, CC BY 2.0 , via Wikimedia Commons

Reprezentacja Polski mimo, że przegrywała już 0:2, była w stanie ostatecznie zremisować z reprezentacją Węgier 3:3. Duża w tym zasługa zmian, które przeprowadził Paulo Sousa.

Mecz z Węgrami był debiutem Paulo Sousy w roli selekcjonera reprezentacji Polski, który zastąpił na stanowisku Jerzego Brzęczka. Początek spotkania zaczął się dla „Biało – Czerwonych” źle. W 6′ minucie Sallai ruszył do świetnej prostopadłej piłki i pewnym uderzeniem pokonał Wojciecha Szczęsnego.

Drugi cios Węgrzy zadali na początku drugiej połowy. Tym razem po przechwycie w środku boiska akcję gospodarzy ładnym uderzeniem wykończył Szalai i Polska przegrywała już dwoma golami. Co gorsza, postawa zawodników nie wskazywała na to, że będą w stanie odmienić losy tego meczu.

Kluczowym wydarzeniem były… zmiany dokonane przez Paulo Sousę w 59′ minucie. Na placu gry zameldowali się Glik, Piątek oraz Jóźwiak kolejno w miejsce Helika, Modera i Szymańskiego. Każda z tych zmian okazała się być udana, a efekty było widać już po minucie. Krychowiak zagrał na prawo do Jóźwiaka, a ten dośrodkował w pole karne Węgrów. Wchodzący w pole karne Krychowiak „musnął” piłkę, a ta trafiła do Piątka, który strzelił kontaktowego gola.

Po kolejnej minucie w Budapeszcie był już remis. Tym razem to Polacy przejęli piłkę w środku boiska, a Zieliński natychmiast uruchomił podaniem Jóźwiaka. Zawodnik występujący na co dzień w angielskiej Championship nie miał problemu z doprowadzeniem do wyrównania.

Kiedy wydawało się, że podopieczni Paulo Sousy mają wszystko pod kontrolą i będą walczyli o zwycięstwo, kolejnego gola zdobyli gospodarze. Festiwal błędów naszych obrońców wykorzystał Orban, który nie miał problemów żeby z najbliższej odległości pokonać Szczęsnego.

Polacy walczyli do końca i doprowadzili do remisu. Na prawym skrzydle akcję wspólnie przeprowadzili Bereszyński z Jóźwiakiem, która została zakończona dośrodkowaniem tego pierwszego. Na piłkę w polu karnym czekał już Robert Lewandowski, który nie dał szans bramkarzowi rywali.

Podziel się: