Respiratory nie uratują życia. To ostateczność

fot. pixabay.com (zdjęcie ilustracyjne)

Ponad 30 tys. nowych zakażeń i zaledwie tysiąc wolnych respiratorów. Sytuacja jest krytyczna. Łóżka respiratorowe, wbrew powszechnej opinii, nie są panaceum na koronawirusa. Większość chorych podłączonych do respiratora nigdy nie wróci do domu.

Jak mówi prof. Simon, na który powołuje się Onet, zaledwie co dziesiąty pacjent podłączony do respiratora ma szansę przeżyć. Większość z tych, którzy przechodzą COVID-19 ciężko, umrze. Amerykańskie dane mówią, że nawet o 88 proc. pacjentów podłączonych do respiratora, nie przeżywa.

Potwierdza to Łukasz Majecherowicz, ratownik z karetki ze szpitala w Nysie, który mówi, że zmiany w płucach są tak duże, że pacjenci pod respiratorem tracą szansę na życie. Respirator to naprawdę ostateczność, więc nie ma co się chwalić, ile łóżek respiratorowych pozostaje wolnych.

Według danych przekazanych przez portal PubMed, prawie połowa młodszych pacjentów, którzy nie przekroczyli 40. roku życia umiera. Wśród starszych chorych, po 80. roku życia, umiera ponad 80 proc. Respiratory nie są więc panaceum na COVID-19. Podtrzymują życie, ale nie leczą.

Jak podkreśla prof. Krzysztof Kusza, były konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w rozmowie z MedExpress, respirator to tylko stanowisko w szpitalu. Na końcu znajduje się jeszcze personel, który musi umieć ten respirator obsłużyć. W Polsce odbywają się więc szkolenia z obsługi respiratorów. Często są to szkolenia internetowe prowadzone w trybie zdalnym.

W Polsce choruje cały system służby zdrowia. Pacjenci zgłaszają się do szpitali zbyt późno, kiedy oprócz objawów COVID-19 pojawia się niewydolność innych narządów. Respirator niewiele pomoże – nie wyleczy nerek czy wątroby.

Pacjenci, pytani o zwlekanie z przyjazdem do szpitala, narzekają na lekarzy z przychodni, którzy udzielają kolejnych teleporad, odwlekając tym samym skierowanie do szpitala po realną pomoc. Lekarze alarmują, że szybkie zgłoszenie do szpitala może uratować życie. Zamiast respiratora, który dla wielu jest już wyrokiem śmierci, pacjenci mogą otrzymać pomoc w postaci tlenoterapii.

– Przebudzenie pod respiratorem wygląda strasznie. Wszystkie aparaty zaczynają wyć. Człowiek się szarpie, a ma rurę w gardle. Panika w oczach, bo nie wie, gdzie jest i dlaczego. Budzi się po kilku tygodniach i nie pamięta nic. Nie jest w stanie wstać, usiąść, nawet ruszyć palcem. Gdy chwytam ich za rękę, dają błagalne znaki oczami, żebym nie odchodziła od łóżka – mówi rehabilitantka Renata Piskorż cytowana przez Onet.

Pacjenci po odłączeniu od respiratora mają kłopoty z pamięcią, samodzielnym chodzeniem, pojawiają się problemy neurologiczne. Często wymagają dalszej długoterminowej opieki.

Warto, przed kolejnym spotkaniem towarzyskim czy wyjazdem do rodziny na Wielkanoc, pomyśleć o sobie, ale też o innych, którzy być może za wizytę zapłacą ciężkim przebiegiem choroby, wymagającym podłączenia do respiratora.

Podziel się: