Nagły zwrot w rosyjskiej propagandzie: zaczęła się krytyka armii

zniszczony rosyjski pojazd opancerzony fot. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy

Za krytykowanie działań Rosji na Ukrainie można było dostać 15 lat więzienia, za walkę o pokój i używanie słowa „wojna” – również. A jednak od kilku dni propagandziści Putina masowo krytykują działania armii na Ukrainie i samą armię też. O co chodzi?

Jak informuje portal o2.pl, Aleksander Sladkow, korespondent wojenny telewizji Rossija 1, zarzucił dowódcom rosyjskiej armii, że są niezdecydowani, mało energiczni i nie umieją wykorzystać swoich atutów, takich jak choćby przewaga liczebna. Michaił Chodaronok, emerytowany rosyjski pułkownik, powiedział z kolei, że sprzęt, jakim dysponuje Rosja, jest zbyt mało nowoczesny – nazwał go „wczorajszą bronią”. jego zdaniem w tej sytuacji nawet masowa mobilizacja nie pomoże w wygraniu tej wojny, bo zabraknie sprzętu. Powiedział wprost, że obecnie Rosjanie walczą „wczorajszą bronią”.

Kolejny propagandzista, Władimir Sołowjow, stwierdził, że nie tylko brak nowoczesnej broni jest problemem, ale i czas jej dotarcia na front jest stanowczo za długi. Asortyment też pozostawia wiele do życzenia – żołnierze dostają na przykład za mało dronów, a one są najbardziej przydatne. Ale nie dość, że produkuje się ich za mało, to jeszcze sama logistyka pozostawia wiele do życzenia i dostarczenie ich trwa o wiele za długo.

Zdaniem Konstantina Siwkowa, analityka występującego w programie Sołowjowa, problemem jest nie tylko dostarczenie produkcji na front – nie wiadomo też, jak długo rosyjska gospodarka będzie w stanie udźwignąć wzmożony wysiłek związany z produkcją wojenną. Jego zdaniem rząd powinien przejąć kontrolę nad kluczowymi gałęziami przemysłu, by nie doszło do gospodarczej zapaści.

Podziel się: