Nad Odrą trwa zbieranie śniętych ryb. To dopiero początek kłopotów?

Odra w Cigacicach fot. UMiG Sulechów

Wędkarze, mieszkańcy i po prostu ludzie mieszkający nad Odrą – wszyscy wyszli nad brzeg z grabiami i widłami, żeby zbierać setki padłych ryb. Zaczęli 11 sierpnia ludzie w Cigacicach, ale teraz już zbierają na całej długości rzeki.

Jak informuje Fakt, wędkarze zebrali się w Cigacicach 11 sierpnia po południu. Przyszli z grabiami, widłami i podbierakami, żeby sprzątać te padłe ryby, które rzeka naniosła. Towarzyszyło im sporo okolicznych mieszkańców. Zebrali się sami, sami też kupili worki, zaopatrzyli się w sprzęt. Odór był koszmarny, ale wszyscy zbierali. Nie było żadnej pomocy od państwa czy wojewody, jedyna pomoc to firma utylizacyjna, która odbiera worki ze śniętymi rybami zebranymi na brzegu.

Wędkarze opowiadają, że jak widzą płynące śnięte ryby to serce im się ściska. Wielu z nich, nawet tych, co od lat łowią w Odrze, nie tylko nie złowiło, ale nawet nie widziało takich okazów. Wędkarz Tomasz Mruk z Zielonej Góry nazwał je „medalowymi” i twierdzi, że to ogromna tragedia: zamiast takie łowić, to wyciągają je martwe z wody…

Ryby płyną w Cigacicach od kilku dni, a mieszkańcy zapytani, ile ich jest, mówią, że tysiące. Wszyscy zgodnie twierdzą, że nadal nie wiadomo, co skaziło rzekę, ale nawet ci, którzy tu mieszkają całe swoje życie, kilkadziesiąt lat, nigdy nie widzieli takiej katastrofy.

Trudno jest wyzbierać wszystkie ryby, bo rzeka tu szeroka, a ludzie boją się wejść do wody, uważają, że też mogą się zatruć. Wchodzą tylko ci, co mają wodery. Ale nawet mając świadomość, że nie zbiorą wszystkiego – zbierają, ile się da. Bo inaczej zatrute ryby zjedzą ptaki, dzikie zwierzęta i one zaczną padać. Już w Odrze można znaleźć padłe bobry.

Wędkarze są przekonani, że to trucizna, na pewno nie przyducha. Znają rzekę i wiedzą, że teraz tlenu w wodzie nie brakuje. Zatrucie widać w zachowaniu ryb: wyskakują nad wodę, na brzeg, skręcają się w męczarniach, zanim padną. Mają pretensje do rządu, że przecież od kilku tygodni alarmowano o padłych rybach w Odrze, ale nikt nie reagował, wszyscy myśleli, że to samo minie i nic nie trzeba będzie robić.

Niestety, nie minęło, a skala katastrofy jest coraz większa i coraz dotkliwsza dla okolicznych mieszkańców. Nie chodzi tu o wędkarzy. Ale rolnicy wypasający krowy nad Odrą już nie mogą ich wypuścić na łąki, muszą uważać też spacerujący z psami. Tracą ludzie, których firmy są powiązane z rzeką, jak Piotr Włoch, który organizuje rejsy po Odrze z przystani w Cigacicach. Nikt teraz po Odrze nie chce pływać. A wiele wskazuje na to, że to dopiero początek kłopotów.

Podziel się: