Kolejki po węgiel w całym kraju!

fot. pixabay

Polacy boją się, że przed zima zabraknie węgla lub będzie tak drogi, że nie będzie ich stać na kupno wystarczającej ilości opału. Dlatego już teraz przed składami węgla ustawiają się kolejki.

Jak wyliczyła Wirtualna Polska – podczas tego sezonu grzewczego w Polsce zabraknie od 7 do 12 ton węgla, który do tej pory był sprowadzany z Rosji. Oczywiście to od razu spowodowało wzrost cen, a swoje dołożyli nieuczciwi sprzedawcy, korzystając z sytuacji i podnosząc je jeszcze bardziej.

A sytuacja jest bardzo poważna już teraz: jak podaje WP, małżeństwo emerytów z Dolnego Śląska wyliczyło, że koszt ogrzania ich domu w sezonie może kosztować nawet 14 tys. zł, a tymczasem ich wspólna emerytura to niespełna 4 tys. Na opał musieliby więc przeznaczyć cały swój dochód z 3,5 miesiąca! A jak mają sobie poradzić osoby, których emerytury są niższe lub są samotne? A właśnie takich osób najwięcej ogrzewa swoje domy węglem, bo był najtańszy. Był – bo od jesieni podrożał o 180 proc., a wszystko wskazuje na to, że to nie koniec podwyżek.

Jedni boją się zimnych kaloryferów, a ci, których na to stać, kupują węgiel już teraz, bojąc się, że jesienią będzie droższy. Przed składami opału ustawiają się kolejki, w niektórych nie kupi się więcej niż tonę na osobę albo trzeba się zapisywać na węgiel, bo bedzie dopiero w lipcu albo sierpniu. I bedzie droższy – właściciele składów szacują, że tona węgla typu orzech może kosztować od 2400 do 2600 zł za tonę. A zdarzają się i wyższe ceny.

Jak powiedział Wirtualnej Polsce Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki i dziennikarz portalu energetyka24.com, gospodarstwa domowe mają problem, bo to głównie do nich trafiał ten rosyjski węgiel, bo był tańszy. Szacuje ilość na 7 do 12 mln ton rocznie. Jednak bardziej niepokoi go to, że rząd nie podpisuje nowych kontraktów, które zapewniłyby ten brakujący węgiel. A one już powinny być podpisywane. Można też oczywiście zwiększyć wydobycie w polskich kopalniach, i to się dzieje od końca ubiegłego roku – ale znowu górnicy w związku z tym chcą spłaty za zwiększone moce produkcyjne.

Zdaniem eksperta rząd powinien zareagować, poinformować o nowych kontraktach, by ludzie wiedzieli, że węgla nie zabraknie – tak jak to zrobił wówczas, gdy ludzie zaczęli panikować, że zabraknie paliwa. Taki komuynikat pojawił się 1 czerwca – minister Anna Moskwa napisała na Twitterze, że „wraz ze Spółkami Skarbu Państwa prowadzimy skuteczne działania, które zapełniły lukę węglową po decyzji o zakazie importu tego surowca z Federacji Rosyjskiej. Na dziś mamy zabezpieczone ponad 8 mln ton węgla”.

Minister zapewniła też, że rząd zadba o to, by węgiel dotarł do Polski przed sezonem grzewczym. Ale czy go wystarczy i czy wszystkich będzie stać na to, żeby go kupić? Jakub Wiech ostrzega, że możemy mieć tej zimy do czynienia z ubóstwem energetycznym na niespotykaną dotąd skalę – a przecież już teraz 10 proc. społeczeństwa jest nim dotknięte. W dodatku brak węgla dotknie najbardziej właśnie Polaków – to w polskich domach spala się 90 proc. węgla kupowanego w UE.