Czy Rosjanie próbowali zabić prezydenta Zełenskiego?

Wołodymyr Zełenski w Buczy fot. W. Zełenski FB

Służby rosyjskie od początku wojny chciały zabić lub aresztować prezydenta Ukrainy i jego rodzinę. Pierwszy atak był już tej nocy, gdy zaczęła się wojna. Szturmy z prawdziwego zdarzenia były dwa, ale prób – kilkanaście.

Jak informuje Onet za magazynem „Time” od razu jak wybuchła wojna, rosyjskie służby specjalne pojawiły się w Kijowie z zadaniem zabicia Wołodymyra Zełenskiego i jego rodziny. Ewentualnie pojmania. Już w nocy z 23 na 24 lutego rosyjscy spadochroniarze dotarli do Kijowa i mieli dostać się do Pałacu Maryjskiego, który jest siedzibą prezydenta i jego rodziny.

Ale prezydenta już tam nie było. Zaraz po informacji o wybuchu wojny Wołodomyr Zełenski i jego żona obudzili dzieci i przygotować je od ucieczki. Uciekali, gdy już było słychać eksplozje w pobliżu. Jak wspomina Ołeksij Arestowycz, weteran wojenny, a obecnie doradca prezydenta Zełenskiego, budynek kompletnie nie był przygotowany do obrony, nie miał nawet betonowych zapór, żeby zablokować ulicę. Żołnierze budowali barykadę przy tylnym wejściu do pałacu z tego, co mieli pod ręką: mebli, narzędzi, a powstała konstrukcja bardziej przypominała złomowisko niż barykadę…

Prezydent i jego rodzina dostali kamizelki kuloodporne i otoczeni przez ochronę wydostali się z budynku. Arestowycz nazwał tę akcję „absolutnym domem wariatów”, bo nagle wszyscy mieli odbezpieczoną broń. A środki ostrożności były jak najbardziej zasadne, nikt nie miał wątpliwości, że Zełenski jest głównym celem: już na samym początku inwazji Rosjanie przypuścili dwa ataki na prezydenta. Żaden się nie powiódł. Brytyjczycy i Amerykanie zaproponowali, że ewakuują prezydenta z Kijowa – i to wtedy padły te słynne słowa: „potrzebuję amunicji, nie podwózki”.

Gdy pojawiła się informacja, że prezydent opuścił Kijów, co zapewne stało się przy dużej pomocy Rosjan, którzy chcieli w ten sposób osłabić ducha ukraińskiej armii, Zełenski opublikował w mediach społecznościowych nagranie pokazujące, jak spaceruje między rządowymi budynkami w Kijowie. I padło drugie słynne zdanie: „prezydent tu jest”. Później sam Wołodymyr Zełenski i jego doradcy kilkakrotnie wspominali o zamachach na jego życie. Miało ich być już co najmniej kilkanaście, jednak żadnej z grup zamachowców nie udało się podejść na tyle blisko, by stworzyć rzeczywiste zagrożenie, a większość była wyłapywana natychmiast, gdy dostała się na Ukrainę.

Nieprawdą jest także to, że Ołena Zełenska z dziećmi opuściła Ukrainę. Ta informacja została zdementowana przez służby specjalne oraz samą Ołenę Zełenską. Ale żona prezydenta ze względów bezpieczeństwa zrezygnowała z rozmów telefonicznych, żeby nie namierzono miejsca jej ukrycia. Nawet gdy porozumiewa się z dziennikarzami, robi to pisemnie właśnie z tego względu. Jak stwierdziła, nadal jest na Ukrainie, tak jak jej mąż. Bo to jest jej obowiązkiem jako pierwszej damy, ale też i jej powołaniem.

Podziel się: