Artur „Waluś” Walczak nie żyje

fot. webandi - pixabay.com (zdjęcie ilustracyjne)

Znany strongman trafił do szpitala po gali PunchDown we Wrocławiu, na której doznał ciężkiego nokautu i uszkodzenia mózgu. Przeszedł operację usunięcia krwiaka, jednak, niestety, nie udało się go uratować.

Zawody PunchDown to zawody w uderzaniu w twarz otwartą dłonią. Artur Walczak brał udział w ich kolejnej edycji, która odbyła się 22 października we Wrocławiu. I właśnie tam, podczas starcia z Dawidem „Zalesiem” Zalewskim „Waluś” został znokautowany tak, że stracił przytomność i trafił do szpitala. Stwierdzono u niego wylew krwi do mózgu, mężczyzna przeszedł operację usunięcia krwiaka, a po niej wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Był podłączony do sztucznej nerki i respiratora.

Próby wybudzenia go ze śpiączki nie powiodły się i rodzina zaczęła zbierać na rehabilitację oraz opiekę nad strongmanem. Bardzo się w nią zaangażował jego przyjaciel, Piotr „Bonus BGC” Witczak – niestety, dziś Witczak poinformował na swoim profilu o śmierci „Walusia”. Powodem śmierci strongmana była niewydolność wielonarządowa wynikająca z nieodwracalnego uszkodzenia centralnego układu nerwowego.

Źródło: Onet.pl

Podziel się: