Zjednoczona Prawica się sypie. Będą przedterminowe wybory?

Sejm RP fot. Kancelaria Sejmu

Wybory w Polsce powinny się odbyć jesienią 2023 roku, ale nie jest wykluczone, że do urn pójdziemy jeszcze w tym roku, i to nawet przed wakacjami. Sytuacja w rządzącej Zjednoczonej Prawicy jest zła – czy jednak zdecyduje się sięgnąć po ten ostateczny środek, ryzykując, że straci władzę?

Plotki o możliwych przedterminowych wyborach pojawiają się wśród polityków od co najmniej od kilku miesięcy, a od kilku tygodni na tyle często, by zacząć je traktować poważnie. Według źródeł Onetu powodem takich doniesień jest pogarszająca się sytuacja w Zjednoczonej Prawicy. Nie brakuje nawet głosów, że ta formuła po prostu się wyczerpała i już najwyższy czas na zmiany.

Konflikt widać na każdym kroku

Narastający konflikt między koalicjantami widać na każdym posiedzeniu Sejmu: w kwietniu PiS nie był w stanie przeforsować prezydenckiego projektu likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, co uruchomiłoby unijne pieniądze dla Polski, nie udało mu się także doprowadzić do wyboru prezesa NBP Adama Glapińskiego na drugą kadencję. W obu sprawach posłowie Solidarnej Polski mieli inne zdanie. I choć Zbigniew Ziobro deklaruje chęć pójścia na kompromis, to w praktyce nie zgadza się na żadne kompromisowe rozwiązania, takie jak zaproponowana w prezydenckim projekcie procedura „testu bezstronności sędziego”. Jego zdaniem zastosowanie jej spowodowałoby ogromny chaos w sądownictwie.

Na najbliższym posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości PiS w porozumieniu z prezydentem przedstawi pakiet kolejnych poprawek, które – jak ma nadzieję – będą do przyjęcia przez Solidarną Polskę. Ale szanse na to, że Solidarna Polska je poprze, są niewielkie. członkowie tej partii stoją twardo na stanowisku, że albo ich rozwiązania – albo żadne. Taką postawę SP widać coraz częściej, a skoro PiS nie może liczyć na poparcie swoich koalicjantów – to oznacza, że nie może realnie rządzić.

Dyscyplinowanie podziała?

PiS podejmuje kolejne próby dyscyplinowania koalicjantów – 11 maja ma się odbyć wyjazdowe posiedzenie klubu, na którym obecność jest obowiązkowa, a jednym z głównych punktów będzie przemówienie prezesa Kaczyńskiego, wzywające do porozumienia i jedności. Jeśli Solidarna Polska nie zgodzi się poprzeć prezydenckiego projektu likwidacji Izby Dyscyplinarnej i wyboru Adama Glapińskiego na kolejną kadencję – to PiS może uznać, że koniec z przekonywaniem i tłumaczeniem, a czas na zakończenie współpracy.

To nie są tylko pogróżki – w końcu PiS nie miał problemów z tym, żeby się rozstać z Porozumieniem Jarosława Gowina mimo wieloletniej współpracy. Jednak politycy Solidarnej Polski twierdzą, że choć chcieliby nadal być w Zjednoczonej Prawicy, to jednak nie za cenę anarchii w sądownictwie – bo właśnie tym, jak uważają, skończyłoby się przyjęcie projektu prezydenckiego.

Według Onetu na Nowogrodzkiej są rozważane różne scenariusze dalszych działań, między innymi skrócenie kadencji Sejmu i rozpisanie przyspieszonych wyborów parlamentarnych – i to jeszcze nawet przed wakacjami lub tuż po nich. To oznaczałoby koniec współpracy PiS z Solidarną Polską, ale także konieczność budowy nowej koalicji ryzykując, że nie osiągnie ona takiego poparcia jak poprzednia, co może oznaczać przegrane wybory. Podobna sytuacja miała miejsce w 2007 roku – PiS zakończył wówczas współpracę z LPR i Samoobroną, co zakończyło się utratą poparcia i zasiadanie w ławach opozycji przez całe osiem lat.

Sytuacja gospodarcza jest coraz gorsza

Jednak teraz sytuacja jest inna i PiS po prostu może nie mieć innego wyjścia. Powodem jest obecna, coraz gorsza, sytuacja gospodarcza. Nikt nie spodziewał się aż tak wysokiej inflacji, wynoszącej 12,3 proc., w dodatku prognozy gospodarcze wskazują jasno, że to dopiero początek, a najgorsze dopiero przed nami. W dodatku coraz wyraźniej widać, że rządowe działania nie dają spodziewanych efektów. Tarcze antyinflacyjne czy antyputinowskie są kosztowne, ale nie są realną pomocą dla przedsiębiorców. Podnoszone stopy procentowe mają walczyć z inflacją – ale ona nadal rośnie, a z ich powodu kredytobiorcom kilkakrotnie wzrosły raty kredytów i nic nie wskazuje na to, by działania rządu, chcącego zdyscyplinować banki i wpłynąć na obniżkę ich opłat dawały jakieś wyniki.

Rząd obniżył też podatki, co oznacza niższe wpływy do budżetu. jest to oczywiście dobre dla kieszeni podatnika, ale przy takiej inflacji on tego nawet nie zauważy. Zauważy natomiast mniej imprez plenerowych czy koncertów dla mieszkańców w swojej miejscowości tego lata, bo samorządy też dostały mniej pieniędzy i tną budżety na potęgę, poczynając od letnich rozrywek. Do tego nie ma pieniędzy z Unii Europejskiej i nie wiadomo, kiedy będą. Według rzecznika rządu Piotra Müllera zatwierdzenie KPO ma się odbyć jeszcze w maju, ale nie wiadomo, czy można w to wierzyć – zwłaszcza że coraz głośniej mówi się o celowym blokowaniu pieniędzy unijnych przez rząd PiS, by w efekcie całą winę za to móc zwalić na Solidarną Polskę i rozwiązać koalicję.

Tak więc chociaż wojna na Ukrainie zapewniła Zjednoczonej Prawicy wzrost poparcia – obecnie to prawie 40 proc. – to jednak z powodu rosnącej inflacji i rosnących rat kredytów poparcie będzie maleć i z każdym miesiącem wybory będą trudniejsze do wygrania. Według prognoz jesienią tego roku PiS może liczyć na 30 proc. poparcia i to ostatni moment, by zawalczyć o wygraną. Bo w wyborach jesienią 2023 roku PiS już nie będzie miał szans.

Podziel się: