Wojna na Ukrainie. Czy należy się bać ataku nuklearnego?

Władimir Putin fot.klimkin, pixabay

Im bardziej pogarsza się sytuacja Rosji na froncie – tym bardziej zasadne staje się pytanie, czy Putin, by zwyciężyć, nie zdecyduje się na atak nuklearny. Jednak polscy wojskowi uważają, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Dlaczego?

Jak powiedział Wirtualnej Polsce Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP w Moskwie, atak nuklearny na ograniczoną skalę jest zawarty w rosyjskiej doktrynie wojennej, a w dodatku Rosjanie regularnie ćwiczą wszystkie działania niezbędne do jego przeprowadzenia podczas manewrów Zapad. Dlatego uważa, że generałowie by się nie sprzeciwili atakowi na ograniczoną skalę – sprzeciw, a nawet bunt mógłby się pojawić, ale raczej z powodu klęsk podczas wojny na Ukrainie.

Generał Waldemar Skrzypczak uważa z kolei użycie broni jądrowej za mało prawdopodobne. To przede wszystkim nie jest takie łatwe, bo proces decyzyjny jest kilkustopniowy, a więc nie tylko sam prezydent, lecz także kilku z jego generałów musi być przekonanych do zasadności tego kroku i włączyć się w uruchomienie systemu. A generałowie – przynajmniej niektórzy – zdają sobie sprawę z tego, co oznaczałoby użycie broni jądrowej. Skutki byłyby katastrofalne bardziej dla Rosji niż dla kraju, który by zaatakowała.

Użycie broni jądrowej natychmiast i bez wyjątków wyłączyłoby Rosję ze wspólnoty międzynarodowej. Kraj zostałby objęty totalną i powszechną izolacją, a w fatalnej sytuacji gospodarczej Rosji to mogłoby oznaczać tylko jedno: upadek. Galopująca inflacja i puste półki w sklepach doprowadziłyby do protestów społecznych i upadku rządu Putina. Generałowie doskonale zdają sobie z tego sprawę, bo – jak zaznaczył generał Skrzypczak – nie są takimi idiotami, za jakich Putin chciałby ich mieć.

W dodatku generał jest zdania, że nawet gdyby Putin chciał sięgnąć po tę ostateczną broń, żeby nie dopuścić do końca swojego imperium, to nie pozwolą mu na to Chiny, o czym on doskonale wie. Będą natomiast dalej straszyć bronią jądrową, bo to część strategii rosyjskiej wojny informacyjnej.

Jest jeszcze jeden aspekt, który może tu odegrać znaczącą rolę: zdrowie Putina. Jak poinformował dziennikarz śledczy Christo Grozev z portalu Bellingcat w związku z nasilającymi się pogłoskami o fatalnym stanie zdrowia prezydenta Rosji, szefowie Federacyjnej Służby Bezpieczeństwa rozesłali do swoich oddziałów okólnik, w którym zapewniają, że stan zdrowia przywódcy jest dobry, a informacje o jego chorobie fałszywe. Zdaniem Grozeva to tylko utwierdziło przekonanie, że jest dokładnie odwrotnie. A skoro jest ciężko chory – to po prostu trzeba poczekać…