Ukraina: Wojna trwa. Jak radzą sobie ludzie i firmy?

Lwów, Ukraina fot. tuanMaciek, pixabay

Na wschodzie kraju, w obwodach donieckim i ługańskim, toczą się ciężkie walki. Ale na zachodzie, tam, gdzie ostrzały i bombardowania są znacznie rzadziej, ludzie starają się żyć normalnie, choć wiele firm padło i wielu ludzi nie ma pracy.

Jak informuje Business Insider Polska, działa system bankowy, działają też firmy, zwłaszcza te w zachodniej Ukrainie. Co prawda wiele firm padło, zostało zawieszonych, a wiele z pozostałych obniża wynagrodzenia albo zwalnia pracowników, żeby utrzymać się na rynku.

Jak wspomina dziennikarka telewizji Ukraina24, Lesia Wakuliuk, która na początku wojny wyjechała z Buczy, gdzie mieszkała, pod Lwów, na zachód kraju, na początku było zamieszanie i problem z wypłatami większym sum pieniędzy z bankomatów. Ludzie też wykupywali żywność, a w sklepach były kolejki. Teraz to wszystko się uspokoiło, choć zmiany są widoczne.

Brat Lesi, który jest aktorem, gdy przez ostatni miesiąc nie miał pracy, był wolontariuszem i pomagał rozładowywać pomoc humanitarną. Teraz wraca do pracy w ograniczonym zakresie. Jej ojciec z kolei jest lekarzem traumatologiem, ma prywatny gabinet i także pracuje, bo pacjentów mu nie brak. Mnóstwo ludzi udziela się jako wolontariusze w punktach pomocy humanitarnej albo w obronie terytorialnej.

Działają sklepy, kawiarnie, salony piękności, w których są klienci. Lesia zwraca uwagę, że zdaniem psychologów to bardzo ważne, pójść zrobić manicure czy jakikolwiek inny zabieg, bo to pozwala podnieść na duchu, daje namiastkę normalności, której teraz tak wszystkim brakuje – zwłaszcza tym, którzy przyjechali ze wschodu, spod ostrzałów. Jednak widać też zastanawianie się nad każdym wydatkiem: wiele osób straciło pracę, inni zarabiają mniej, więc wszyscy oszczędzają, żeby sobie jakoś poradzić, bo przecież nie wiadomo, ile jeszcze potrwa wojna.

Według Lesi ludzie obecnie wydają głównie na jedzenie i dojazdy do pracy. Większe zakupy to problem, nawet sklepy internetowe działają o wiele gorzej, o czym przekonała się, gdy popsuła się jej pralka i trzeba było kupić nową. Nie dało się jej zamówić przez internet, trzeba było pojechać do sklepu, do Lwowa. W dodatku do wyboru były głównie pralki rosyjskie, których nie chciała. Na szczęście mąż wypatrzył ostatnią pralkę produkcji polskiej…

Działa poczta, choć nieco wolniej niż zwykle, w Kijowie uruchomiono linię metra przez Dniepr i stację przesiadkową Złotą Bramę, a na trasie z Kijowa do Czernihowa mogą już jeździć samochody osobowe, choć ciężarówki jeszcze nie.

Jednak według Dariusza Szymczychy, wiceprezesa Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, o szybkim powrocie do normalności nie można mówić. Jak wyjaśnił w rozmowie z Business Insider Polska, zachód jest stosunkowo mało zniszczony, więc tu powrót do normalnego funkcjonowania jest łatwiejszy, ale na wschodzie jest znacznie gorzej. To się przekłada też na całą gospodarkę – obecne dane mówią, że aż połowa Ukraińców nie pracuje, bo ich firmy albo zawiesiły działalność, albo znajdują się w strefie wojennej. Jedna czwarta pracuje w reżimie wojennym, a jedna czwarta tylko – normalnie.

Wiceprezes zwraca też uwagę, że mamy do czynienia nie tylko z migracją Ukraińców za granicę, ale i wewnątrz kraju. To około 6 mln ludzi, którym trzeba zapewnić schronienie i wyżywienie na terenie kraju, a ponad 2 mln wyjechało za granicę.

W miarę normalnie funkcjonuje kolej, pracuje też lokalna administracja, choć zwłaszcza na terenach objętych wojna albo świeżo odbitych przez Ukraińców jej zadania odbiegają od standardów. W Charkowie i wokół miasta to samorządowcy organizują na przykład dostawy żywności. Ludzie wychodzący rano do sklepów byli ostrzeliwani przez Rosjan, więc teraz są organizowane transporty żywności do kolejnych wsi, żeby ludzie nie wychodzili, a informacje są podawane przez Facebooka albo Telegram. I pewnie nie przypuszczali wygrywając wybory w 2020 roku, że to akurat będzie ich główne zadanie w podległych gminach i okręgach…

Podziel się: