Ukraina: 91-latka przetrwała Holokaust. Zmarła w piwnicy w Mariupolu

fot. unsplash

Wanda Obiedkowa cudem ocalała podczas drugiej wojny światowej. Przed Niemcami schowała się w piwnicy. Zmarła też w piwnicy, podczas bombardowania Mariupola przez Rosjan. Przed śmiercią zapytała: „Dlaczego to się znowu dzieje?”.

Wanda Obiedkowa urodziła się w Mariupolu 8 grudnia 1930 r. gdy do miasta weszli naziści w 1941 roku miała 10 lat. Niemcy rozpoczęli polowania na Żydów, a Żydówką była matka Wandy. Gdy przyszli do rodzinnego domu dziewczynki, zabrali matkę, ale jej samej nie znaleźli, bo schowała się w piwnicy. Była tak przerażona, że nawet nie mogła krzyczeć i to ją uratowało, jak opowiadała córka Wandy, Larysa, portalowi chabad.org.

Cała rodzina Wandy została rozstrzelana. Dziecko przygarnęli przyjaciele rodziny, którzy przekonali Niemców, że dziewczynka jest Greczynką. W tym rejonie mieszkało ich zawsze sporo, więc naziści uwierzyli. Później jej ojcu, który nie był Żydem, udało się ukryć ją w szpitalu i tam przebywała aż do wyzwolenia Mariupola w 1943 roku.

W 1954 r. pani Wanda wyszła za mąż, a później urodziła córkę Larysę. Całe życie mieszkała w Mariupolu, kochała to miasto i nigdy nie chciała się wyprowadzić. W ostatnich latach jednak ze względu na postępującą niepełnosprawność zamieszkała z córką – na szczęście w Mariupolu. Była aktywną członkinią społeczności żydowskiej miasta. Rabin Mendel Cohen wspomina, że mimo przeżycia niewyobrażalnych okropności w czasie wojny pani Wanda była miłą, radosną kobietą i wyjątkową osobą. O swoim życiu w czasie Holokaustu opowiedziała w 1998 roku USC Shoah Foundation. Rodzina miała nagraną kasetę z tym wywiadem, ale w czasie bombardowań Mariupola wszystko spłonęło.

Gdy rozpoczęły się naloty na miasto, rodzina pani Wandy i ona sama przenieśli się do piwnicy sąsiedniego magazynu ciepłowniczego. Cały czas otrzymywali pomoc z synagogi i świetlicy rabina Cohena. Bez tego nie przetrwaliby, bo w piwnicy nie było ani wody, ani prądu, ani ogrzewania. Z czasem zaczęło się też kończyć jedzenie. Nie były to odpowiednie warunki pobytu dla 91-letniej, niepełnosprawnej kobiety, choć córka opiekowała się nią cały czas i starała się zapewnić tak dobre warunki jak to tylko możliwe. Była przy matce do ostatniej chwili widząc, jak umiera prosząc o wodę, bo pójście po wodę było ryzykowne, przy jej źródłach czyhali snajperzy – i pytając: „Dlaczego to się znowu dzieje?”. Zmarła 4 kwietnia, a jej córka z mężem z narażeniem życia pochowali ją w parku, mimo że Rosjanie tego zabronili.

„Mama nie zasłużyła na taką śmierć” – powiedziała Larysa, gdy dzięki wysiłkom rabina Cohena udało jej się ewakuować z całą rodziną z Mariupola. I dodała, że poprzednia piwnica, w czasie drugiej wojny światowej, była jej ratunkiem, ale ta druga, w czasie ataku Rosjan, stała się jej grobem.

Podziel się: