Tragedia w kopalni Pniówek. Pięć osób zginęło

Mateusz Morawiecki fot. Kancelaria Premiera RP

W nocy z 19 na 20 kwietnia w kopalni KWK Pniówek w Pawłowicach w województwie śląskim doszło do dwóch wybuchów metanu. Zginęło czterech górników i jeden ratownik. Los siedmiu osób nie jest znany. Akcja ratunkowa trwa.

Jak poinformowali przedstawiciele Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której należy kopalnia, około 1000 metrów pod ziemią doszło do dwóch wybuchów metanu. W tym rejonie pracowało 42 pracowników. 5 z nich zginęło: 4 górników i ratownik, który po wybuchu ruszył im na pomoc. Trzech górników zmarło pod ziemią, jeden w szpitalu w Siemianowicach Śląskich, dokąd zdążono go przewieźć. Poszkodowanych jest 20 osób, głównie to poparzenia różnego stopnia. Osoby w najcięższym stanie także przebywają w szpitalach.

Jednym z górników, który zginął pod ziemią, jest 37-letniki Dominik Godziek, były piłkarz klubu LKS Brzeźce, który przez 12 lat był też jego prezesem. „Spoczywaj w spokoju, przyjacielu” – pożegnali go działacze klubu w mediach społecznościowych.

Na miejsce tragedii przyjechał premier Mateusz Morawiecki.
„Pozostaję z nadzieją, że uda się wywalczyć jak najwięcej tych istnień ludzkich, wyrwać je ze szponów śmierci. Ta walka się dzisiaj tutaj odbywa” – mówił podczas wizyty.

Nadal nie wiadomo, co stało się z siedmioma kolejnymi górnikami, którzy zostali uwięzieni przez wybuch pod ziemią. W kopalni trwa rozpaczliwa walka z czasem: w środę podczas akcji ratunkowej okazało się, że jakość powietrza w pobliżu miejsca, gdzie mogą przebywać zasypani, jest bardzo zła, poziom niebezpiecznych gazów kilkakrotnie przekracza dopuszczalne normy. Ratownicy musieli zostać wycofani i w pobliżu miejsca wybuchu rozłożono linię chromatograficzną – to urządzenie pozwalające zbadać skład gazów występujących w pobliżu miejsca katastrofy.

W kopalni trwa także budowa lutniociągu – to rurociąg, który dostarczy pod ziemię powietrze. Trzeba wybudować co najmniej 700 metrów, a gotowych jest dopiero 200 metrów. Doprowadzenie powietrza zmniejszy stężenie niebezpiecznych gazów pod ziemią. Jeśli odczyty uzyskane za pomocą linii chromatograficznej poprawią się, ratownicy wrócą pod ziemię.

Podziel się: