Nie udało się ocalić życia 15-miesięcznej dziewczynki potrąconej przez samochód

fot. moerschy - pixabay.com (zdjęcie ilustracyjne)

Do tragedii doszło w piątek we wsi Przęsławice w województwie mazowieckim. 61-letni kierowca samochodu osobowego potrącił wózek z 15-miesięczną Hanią. Życia dziewczynki nie udało się uratować. Jej starszy brat i ojciec cudem uniknęli śmierci.

W piątek, 2 kwietnia ok. godziny 18:00 ojciec 15-miesięcznej Hani i 3-letniego Franka zabrał dzieci na spacer. Niespodziewanie wjechał w nich samochód osobowy marki Infinity QX30, którym podróżował 61-letni mieszkaniec Warszawy.

Jeden z sochaczewskich strażaków, który był na miejscu zdarzenia przekazał dziennikarzowi ”Gazety Wyborczej”, że kierowca jechał ze znaczną prędkością i dodatkowo wyprzedzał w terenie zabudowanym. 61-latek zahaczył wózek, w którym znajdowała się 15-miesięczna Hania. W ostatniej chwili ojciec dzieci odepchnął syna, ratując mu życie. Mężczyzna doznał niegroźnych obrażeń.

Kierowca pojazdu zbiegł z miejsca zdarzenia, nie udzielając poszkodowanym żadnej pomocy. Na szczęście policjantom udało się namierzyć poszukiwany samochód należący do 61-latka i zatrzymać kierowcę.

Na miejscu wypadku interweniował zespół ratownictwa medycznego, a także śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pomimo długotrwałej reanimacji prowadzonej najpierw przez ratowników z karetki, a potem jeszcze przez lekarzy z helikoptera, życia dziewczynki nie udało się uratować.

Jak opowiedział ”Super Expressowi” dziadek Hani, dziewczynka miała rozcięte czoło, a z uszu i nosa płynęła jej krew. Główką zrobiła dziurę w drucianej siatce ogrodzenia, która skaleczyła dziewczynkę.

Zdaniem dziadka 15-miesięcznej Hani, 61-letni kierowca, który doprowadził do tragicznego wypadku już wcześniej stwarzał zagrożenie na drodze. Jak powiedział pan Ireneusz, mężczyzna potrącił kobietę z sąsiedniej wsi, która na skutek zdarzenia wpadła do rowu. Również wówczas 61-latek nie udzielił poszkodowanej pomocy i oddalił się z miejsca wypadku.

Podziel się: