Most kolejowy pod Kurskiem zawalił się. Czy to sabotaż?

wojna na Ukrainie fot. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy

Roman Starowojt, gubernator obwodu kurskiego, nie ma wątpliwości, że most kolejowy na trasie Sudża-Sosnowy Bór wyleciał w powietrze z powodu sabotażu. Czy rzeczywiście tak było? Śledczy badający most nie znaleźli dowodów.

Do zawalenia mostu doszło 1 maja na 67. kilometrze trasy Sudża-Sosnowy Bór, niedaleko granicy z Ukrainą. Trasą kursowały wyłącznie pociągi towarowe, ostatnio Rosjanie wykorzystywali ją przede wszystkim do przerzucania swoich wojsk i sprzętu do Ukrainy. To dlatego gubernator obwodu kurskiego Roman Starowojt jest zdania, że to był sabotaż.

Na miejscu pracuje policja i służby kolejowe, jednak jak dotąd nie znalazły dowodów na to, że do zawalenia mostu doszło wskutek aktu sabotażu. Mimo to Starowojt poinformował, że wszczęto postępowanie karne, bo on jest przekonany, że to był sabotaż. Za jego wersja jednak jak na razie przemawia tylko fakt, że od czasu zaatakowania Ukrainy przez Rosję na trasach, którymi dostarczane jest zaopatrzenie na front, doszło do kilku aktów uszkodzenia torów, mostów czy zwrotnic. Winą zawsze obarczana jest strona ukraińska.

Jednak przeciwnicy tej tezy zwracają uwagę na fakt, że stan rosyjskiej infrastruktury kolejowej, nie jest, delikatnie mówiąc, najlepszy. przy normalnej eksploatacji trasy mogły jeszcze posłużyć jakiś czas bez spektakularnych awarii. Ale kiedy znienacka obciążono je znacznie większym ruchem kolejowym wysyłając nimi transporty na front, to infrastruktura miała pełne prawo nie wytrzymać.

Wina może więc leżeć nie po stronie Ukraińców pałających chęcią zniszczenia rosyjskiej kolei, a władz odpowiedzialnych za utrzymywanie tras kolejowych i towarzyszącej im infrastruktury w odpowiednim stanie. Jeśli tak, to nic  dziwnego, że Rosjanie wolą zwalać winę na sabotażystów.

Podziel się: