Mariupol: mieszkańcy są wyrzucani z domów. Muszą pracować, żeby dostać wodę

Mariupol fot. Siły Zbrojne Ukrainy

Nie mają wody ani jedzenia, nie mogą wyjechać z miasta, są wyrzucani z mieszkań, a starsi ludzie przesiedlani do akademików. Walki o Mariupol się zakończyły, ale tragedia mieszkańców tego ukraińskiego miasta nadal trwa.

O tym, jak wygląda obecnie sytuacja w Mariupolu, donosi zastępca mera Petro Andruszczenko w mediach społecznościowych. A przedstawia się, jak twierdzi, dramatycznie.
„Raszyści planują burzenie budynków, więc wyrzucają ludzi” – mówi Andriuszczenko. Przy czym nie interesują się, czy ten człowiek ma gdzie mieszkać.

Ale nie tylko burzenie zniszczonych budynków – a takich jest około 80 proc. w Mariupolu – jest powodem wyrzucania ludzi z mieszkań. Rosjanie rekwirują też mieszkania i wypędzają lokatorów, by zająć je dla siebie albo dla specjalistów pracujących w porcie. Starsi ludzie są wysiedlani z domów do akademików – jeśli nie chcą, to mają dwa tygodnie na znalezienie sobie nowych mieszkań. Nadal trwa wywózka ludzi do Rosji i zmuszanie ich do niewolniczej pracy.

„Ci ludzie pytają okupantów, gdzie mają się podziać” – mówi Andriuszczenko. – „Ale oni odpowiadają, że to nie jest ich problem”.

Jak poinformował w ukraińskiej telewizji mer Wadym Bojczenko, mieszkańcy nie mają ani wody pitnej, ani jedzenia. Jedno i drugie mają dowozić przedstawiciele separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej, takie polecenie wydali rosyjscy okupanci. Ale mieszkańcy twierdzą, że nie dostają wody – chyba ze zgodzą się pracować przy odgruzowaniu miasta albo ukrywaniu zbrodni wojennych Rosjan. Dopiero wtedy ją dostają. Jedzenia natomiast nie ma w ogóle, a mieszkańcy nawet nie mogą wyjechać z miasta po pomoc, bo mają zakaz opuszczania Mariupola. Według Bojczenki są traktowani jak jeńcy.